Filmy

Żona

W trwającej cztery dekady karierze, Glenn Close zagrała wiele dziko zróżnicowanych ról, zdobywając sześć nominacji do Oscara (trzy w kategorii Najlepsza aktorka drugoplanowa, trzy w kategorii Najlepsza aktorka drugoplanowa, a następnie trzy w kategorii Najlepsza aktorka drugoplanowa), nie wygrywając jeszcze żadnego zwycięstwa. Jeśli większe od życia postacie, takie jak Cruella de Vil, sprawiły, że Hollywood zapomniała o tym, że wcześnie zdobyła uznanie, grając prawdziwych ludzi w takich jak The Big Chill i The Natural, film „Żona” będzie służyć jako mile widziane przypomnienie.

Film, zaadaptowany z powieści Meg Wolitzer z 2003 roku, otwiera się w latach 90. epicką rolką oczną z Close Joanny, która jako jej mąż zarazywa ją na seks, podczas gdy oni czekają na wezwanie komitetu Nobla, który przypieczętuje jego status jako jednego z wielkich. Wiadomości o nagrodzie ożywiają ambicje płynnie przemawiającego biografa Joe (Slater na uwodzicielskiej formie), który rabuje nad węglem w ich życiu i wydaje się być zdeterminowany, aby odsłonić nie tylko wiele niewierności Joego, ale także inne, znacznie bardziej szkodliwe, tajemnice.

Jest to podjudzane przez retrospekcje do wczesnych lat sześćdziesiątych, kiedy to młody Joe (Harry Lloyd) i Joanna (Annie Starke) spotykają się po raz pierwszy. Był wówczas nieszczęśliwie żonaty profesorem literatury z dzieckiem i nienarodzoną pierwszą powieścią, a Joanna była jego uczennicą i aspirującą do miana pisarki. Sprawa była prawie nieunikniona – i zapewne niezbędna, by Joe mógł zakwitnąć w pisarzu, którym stał się, a jego własne aspiracje literackie zostały ostatecznie przyćmione sukcesem Joego.

Takie archetypy mogłyby być z łatwością czymś w rodzaju kliszy czy melodramatu, ale Wolitzer jest zbyt mądry, by grawerować w kierunku oczywistych zwrotów, wytrawiania postaci o subtelnym i niuansowym charakterze i zabierania ich w nieoczekiwane kierunki. Podobnie, zwycięska Emmy scenarzystka Jane Anderson (HBO Olive Kitteridge) fachowo porusza się w swojej narracyjnej strukturze, podczas gdy szwedzki reżyser Björn Runge wykonuje dobrą robotę przywołując bliźniacze ustawienia z epoki (strzał Concorde’a w locie okazuje się zaskakująco emocjonalny) oraz pompatyczność i znaczenie ceremonii noblowskiej dla siebie. A kiedy Close i Pryce idą na to jak Burton i Taylor w Who’s Afraid Of Virginia Woolf?

Film ma jeden problem, którego jednak nie ma w książce: tak więc magnetyczne są dwie wskazówki, za każdym razem, gdy narracja miga do lat 60. To niekoniecznie wina aktorów grających młodego Joe i Joan, jednak nie można się doczekać, by wrócić z ich starszymi bohaterami. Ale takie mewy to niewielka cena, którą trzeba zapłacić za samą wielkość występów, które napędzają film.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top